Reklama

Ostatnio dodane artykuły

Wyszukiwarka

User Menu

High on Fire - De Vermis Mysteriis

High_on_Fire_-_De_Vermis_Misteriis

Ocena: 9/10

High on Fire - De Vermis Mysteriis

Full-length 2012, E1 Music/Century Media


1. Serums of Liao
2. Bloody Knuckles
3. Fertile Green
4. Madness of an Architect
5. Samsara
6. Spiritual Rites
7. King of Days
8. De Vermis Mysteriis
9. Romulus and Remus
10. Warhorn

1. Serums of Liao

2. Bloody Knuckles

3. Fertile Green

4. Madness of an Architect

5. Samsara

6. Spiritual Rites

7. King of Days

8. De Vermis Mysteriis

9. Romulus and Remus

10. Warhorn

___________________________________________________________________________________________

    High on Fire wraca z następcą swojego najbardziej krytykowanego wydawnictwa. Mimo iż "Snakes for the Divine" wypełniał kawał dobrej muzyki, to dla sporej grupy słuchaczy album ten był rozczarowaniem. Może i słusznie, ale nie ma co się nad tym dłużej rozwodzić, bo wreszcie mamy "De Vermis Mysteriis". Znów High on Fire uderza w nasze uszy na pełnym gazie, niszcząc wszystkie obiekty napotkane po drodze.

    Zespół po raz kolejny zmienił producenta, mając chyba w planach pracować po kolei ze wszystkimi wybitnymi w tym fachu. Wybrali sobie Kurta Ballou i mimo iż po raz pierwszy na płycie sound bębnów nie zabija, to ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Tradycją powoli staje się także fakt, że Amerykanie na przedpremierowe publikacje wybierają numery najsłabsze. "Fertile Green" samodzielnie nie potrafił się obronić, ale w towarzystwie reszty kompozycji słucha się go znacznie lepiej i nie bardzo potrafię teraz wyjaśnić, co mi w nim z początku nie pasowało. Niemniej jednak nowy długograj High on Fire ma mocniejsze pozycje, na przykład totalnie miażdżący "Madness of an Architect", czyli jedną z najlepszych kompozycji w całym dorobku zespołu. Wyróżnia się też wybijający zęby szybkim i zabójczo skutecznym ciosem otwieracz lub kroczący w wolnym tempie, doskonały "King of Days". Tej płyty od A do Z słucha się doskonale i za to należą się High on Fire wielkie brawa. Wrócili z genialną płytą i zapewne spowoduje ona pokorny ukłon niejednego fana marnotrawnego, który planował skreślić twórców "Snakes for the Divine" z listy swoich ulubionych kapel. Z wielką dumą słucha się tych wszystkich obdzierających uszy ze skóry riffów, perkusyjno-basowych grzmotów i wrzasków Matta.

    High on Fire po raz kolejny pokazuje, jak powinno się grać prawdziwy metal w dzisiejszych czasach, czyli bez rajtuzów, bzyczeń komarów i sztucznego napompowania. Liczą się riffy, brud, syf i wpierdol. No dobra, jest też parę nastrojowych urozmaiceń, na szczęście dodanych z wyczuciem. Nawet jeśli poziom "Blessed Black Wings" czy "Death Is This Communion" nie został osiągnięty, "De Vermis Mysteriis" ma u mnie gwarantowane miejsce na tegorocznym podium. Jakoś łatwo to wykalkulować, bo przecież nawet przy słabszym "Snakes for the Divine" nikomu z tronu nie udało się ich strącić. Teraz wydaje się to wręcz niemożliwe.

 

(facebook l oficjalna strona)

____________________________________________________________________________________________

Autor: exodusattack

 

Skala ocen

Reklama

Patronujemy płytom

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama