Produkuję się nam tych okołostonerowych wydawnictw coraz więcej. Rok Pański 2009 na pewno trzeba uznać za bardziej obfity od poprzedników. Kolejną pozycją z tego rocznika, która przykuła moją uwagę jest debiut chłopaków z Ostrowca Świętokrzyskiego. Nazywają się, elegancko zresztą, Bullshit Baby i kitu nie wciskają. Jest ich czterech i uprawiają wspomnianego „kamieniarza” z przebojowością godną Josha Homme’a przy czym lubią też podpatrzyć riff u Alicji zakutej w łańcuchy.
Na przyszykowany przez nich samozwańczy materiał składa się siedem kompozycji. Pierwszy, jedyny śpiewany po polsku, "Mniej" zapewne niejednego słuchacza zniechęci. Ogólnie podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że połączenie stoner rocka z językiem polskim jest kiepskim mariażem. Jest fajny tekst, niezła muzyka, ale oba te składniki razem nie dają efektu, jakiego można by się spodziewać. W każdym razie, dalej liryki są śpiewane po angielsku co pozwala, przynajmniej mnie, w pełni rozkoszować się tym jakże udanym krążkiem. W kolejce są takie bujacze jak "Hey Man" raczący bardzo kyussową gitarą, co skutkuje uśmiechem od ucha do ucha na twarzy każdego piasko-fana czy czadowy kawałek tytułowy. "Silencio Blues" z kolei, zaczyna się jak Queens of the Stone Age, by za chwilę zabić nam ćwieka bardzo Alice In Chainsową gitarą. Świetny numer, który powalił mnie na łopatki. Można by się spodziewać, że lepiej być nie może, a jednak istnieje taka szansa. Kiedy wybrzmiewa riff "The Order Song" panowie z Bullshit Baby mają mnie w kieszeni. Luz jaki bije z tego tracku jest wręcz namacalny, nic tylko przestać się spieszyć, ułożyć wygodnie w oparach dymu i grać sobie motyw przewodni na wyimaginowanej gitarze.
Jak wspominałem, kompozycji w sumie jest siedem, a na tablicy czasu nie dochodzimy nawet do dwóch kwadransów. Morał z tego taki, że nie wiem, czy to traktować jak epkę czy płytę, a wspominam o tym tylko dlatego, że nie ma się do czego przyczepić.
Cóż więcej powiedzieć, chyba tylko tyle, że każdy powinien sobie posłuchać załogi z Ostrowca, a najlepiej zainwestować w bardzo starannie wydany album z zawadiacką diablicą na okładce. Myspace |